Grecka gospodarka stoi na skraju bankructwa. Rząd stara się walczyć z kryzysem na wszelkie możliwe sposoby. Konieczne są ostre cięcia wydatków państwa w każdej dziedzinie życia. Obniżane są więc pensję i emerytury, podwyższone podatki. Środki przekazane na opiekę zdrowotną, szkolnictwo, obronność czy infrastrukturę kurczą się w błyskawicznym tempie. Oczywiście nie spotyka się to z aprobatą obywateli, których protesty przybierają coraz agresywniejsze formy. Coraz częściej dochodzi do regularnych starć protestujących z Policją. Rządzący nie mają jednak innego wyjścia. Drastyczna redukcja wydatków państwa w latach 2012 - 2015 jest warunkiem koniecznym postawionym przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy Unii Europejskiej, jeżeli Grecja nadal chce otrzymywać środki z pakietu pomocowego. Grecy więc ostro wzięli się za kontrolę wydatków. Każdego niemal dnia odkrywane są kolejne nieprawidłowości i nadużycia. Szczególnie głośna w ostatnich dniach stała się sprawa emerytur wypłacanych po śmierci. Jak podała grecka minister pracy Luka Katseli, nawet kilku tysiącom obywateli wypłacane są świadczenia emerytalne mimo, że od dłuższego czasu nie żyją. Szacunki ministerstwa wykazały, że gospodarka kraju traci na tym rocznie ok. 16 mln euro. Często zdarza się, że rodziny nie zgłaszają śmierci bliskiej osoby, by nadal pobierać jej emeryturę, a nikt tego nie kontroluje. Winę za to ponoszą, prócz oczywiście nieuczciwych obywateli, urzędnicy państwowi, którzy niezbyt skrupulatnie podchodzą do prowadzenia ewidencji ludności. Ta sytuacja ma się zmienić. Na zwrócenie uwagi na to zjawisko miała wpływ duża liczba stulatków pobierających świadczenia. Minister Luka Katseli zapowiada kontrole około dziewięciotysięcznej grupy w tym przedziale wiekowym. W ciemno zakładać można, że spora ich część od kilku lat nie żyje i „zarabia” po śmierci. Niestety dla Greków, nawet jeśli problem ten zostanie pozytywnie rozwiązany, to i tak jest to tylko maleńki krok naprzód, by gospodarka kraju wróciła na właściwe tory.




