Dla znajdującej się w katastrofalnej sytuacji greckiej gospodarki, w czwartkowy poranek 27 października, zapaliło się niewielkie światełko w tunelu prowadzącym do wyjścia z kryzysu. Zakończony nad ranem w Brukseli unijny szczyt, przyniósł podpisanie porozumienia z przedstawicielami banków. Sternicy eurolandu, z najbardziej aktywnymi w kluczowych momentach Nicolasem Sarkozy i Angelą Merkel, zdołali nakłonić największe banki, które są w posiadaniu greckich obligacji, do obniżenia ich wartości o ok. 100 mld euro. W praktyce oznacza to redukcję długu o ok. 50 proc. Porozumienie nie przyszło jednak łatwo. Wielogodzinne spotkania zakończyły się nad ranem w czwartek. Początkowo przedstawiciele banków, reprezentowani przez Charlesa Dallara, nie mieli zamiaru zgadzać się na jakiekolwiek ustępstwa. Obstawali przy stanowisku, że to mieszkańcy krajów wspólnoty powinni z własnej kieszeni finansować ratowanie greckiego bankruta. Dodatkowymi argumentami bankowców sprzeciwiającym się propozycji polityków, były obawy przed kolejnymi żądaniami innych, zadłużonych państw dotkniętych kryzysem. Twierdzili, że jeśli teraz podejmą decyzję o umorzeniu części długu Grecji, to wkrótce z takim samym żądaniem zgłosi się Portugalia albo Irlandia. Do przeciągających się negocjacji wkroczył wreszcie zdecydowanie francuski prezydent. Nicolas Sarkozy, zagroził, że jeśli banki nie zgodzą się na umorzenie połowy długu, to Grecja wkrótce ogłosi bankructwo i wtedy nie odzyskają ani eurocenta. Jak się okazało był to przełomowy moment. Groźba odniosła spodziewany skutek, i ostatecznie doszło do podpisania porozumienia. Politycy zapewnili jednocześnie Dallara, że naciski na obniżenie długów innych państw nie będą miały miejsca. Grecy mogą czuć się usatysfakcjonowani, ale zdają sobie sprawę, że jest to jedynie mały kroczek do przodu i ich sytuacja nadal jest niezwykle trudna. W optymistycznych prognozach unijnych specjalistów pozwoli on do 2020 r. zmniejszyć zadłużenie państwa do 120 proc. PKB, co i tak jest poziomem o wiele za wysokim i nie będzie oznaczać końca kłopotów.




