Z każdym rokiem zyskuje ona w Polsce na popularności. Według najnowszych danych, ostatni rok przyniósł ponad stutrzydziestoprocentowy wzrost liczby inwestorów – z 800 do prawie 1900. Ponieważ ten rodzaj inwestycji wciąż jest nowością w naszym kraju, analitycy spodziewają się w dalszego rozwoju rynku i w kolejnych latach prognozują podobny wzrost.
Na czym polega wine banking? W największym skrócie opiera się on na zakupie wina i odsprzedaniu go z zyskiem, gdy jego wartość wzrośnie. Nie chodzi tu jednak o wina jakie możemy zakupić w każdym sklepie monopolowym. Inwestycje dotyczą najwyższej klasy win francuskich z rejonu Bordeaux–Médoc i Saint-Émilion. Ponieważ jest to towar luksusowy, wytwarzany w renomowanych winnicach, jego produkcja jest ograniczona. Dodatkowo, każdego roku część zasobów jest konsumowana, więc z każdym rokiem ilość wina z danego rocznika maleje. To wszystko sprawia, że jego wartość wzrasta. Zakup wina odbywa się przez pośredniczące banki i fundusze inwestycyjne. Dostępne są dwa warianty inwestowania: „en primeur” polegający na zakupie wina leżakującego w beczce, zwykle 2 – 3 lata przed rozlaniem go do butelek oraz zakup skrzynek butelkowanego wina. Wino w butelkach jest droższe, ale też jego jakość jest pewniejsza. Zakupionych butelek inwestor zwykle nigdy nie widzi na oczy, gdyż aby zachować ich jakość muszą być one przechowywane w specjalnie dostosowanych i atestowanych piwnicach. Najczęściej są to piwnice w okolicach Londynu, przechowywanie jest oczywiście dodatkowo płatne.
Dlaczego ludzie decydują się na tego typu inwestycje? Odpowiedź jest jak zwykle prozaiczna – dobry zarobek. Inwestycja w wina, przy profesjonalnie dobranym portfelu, pozwalała na osiągnięcie w każdym z poprzednich lat od 30 do 70 procent zysku. Przy odrobinie szczęścia można nawet było uzyskać dochód ponad 100 proc. To o wiele więcej niż lokaty bankowe czy tradycyjne fundusze inwestycyjne. Poza tym, wine banking obarczony jest o wiele mniejszym ryzykiem niż gra na giełdzie czy rynkach walutowych.




